10 lat CCIE – czy było warto?

10 lat CCIE – czy było warto?

Właśnie dostałem od Cisco email, że mój numerek CCIE ma już 10 lat 🙂 Jak ten czas leci. Pamiętam mój egzamin w Brukseli jakby to było wczoraj. Myślę, że byłbym w stanie opisać każdą minutę z tego dnia. Niewiele rzeczy ze swojego życia pamięta się tak szczegółowo. Główną przyczyną pewnie był stres, jaki mi wtedy towarzyszył. Ale też i poziom przygotowania, a tym samym koncentracja, która sięgała zenitu. Byłem tak obkuty, że mogłem recytować z pamięci Config Guide. Udało się. I to za pierwszym razem. Czy było warto?

Co jakiś czas rozmawiam z ludźmi, którzy zdawali ten egzamin, a także z tymi, którzy się do niego szykują lub o nim dopiero myślą. Pojawiają się różne wątki w tych dyskusjach, nie tylko technologiczne, ale też, można by rzecz, egzystencjalne. Jak to w życiu bywa, los kieruje nas na różne tory. Zdecydowana większość osób, która ten egzamin zdała, pielęgnowała wiedzę i recertyfikowała się co dwa lata. Niektórzy pozdawali w tym czasie drugą, a nawet trzecią ścieżkę. Ale, znam też osoby, które zrezygnowały z dalszego rozwijania się w tym kierunku i poszły w zarządzanie, przebranżowili się np. na programistów lub zupełnie odeszli od IT. Jednak największy dylemat mają osoby, które zaczynają teraz swoją karierę sieciową lub są w dość zaawansowanym stadium i myślą właśnie o podejściu do CCIE. Dlaczego jest im tak trudno?

Egzamin CCIE jest jednym z najtrudniejszych na rynku IT i jest dość specyficzny. Zakres materiału do opanowania jest niemiłosiernie wielki. To oznacza, że trzeba spędzić bardzo, ale to bardzo dużo czasu na naukę. Co to znaczy bardzo dużo? Zazwyczaj, jest to kilkanaście miesięcy odcięcia się od świata (jest takie powiedzenie, że „jak zdasz CCIE to zadzwoń do rodziny i powiedz im, że jednak żyjesz” 🙂 ). Jak podejmowałem w 2007 roku decyzję o rozpoczęciu mojej przygody, technologie sieciowe były jeszcze na poziomie bardzo statycznym. Owszem, od czasu do czasu pojawiało się coś nowego, ale zarówno sprzęt, jak i różnego rodzaju rozwiązania czy protokoły, oscylowały zazwyczaj wokół znanych i wygrzanych modeli implementacyjnych, a sam proces ich projektowania niewiele się zmieniał. Zastanawianie się w tamtych czasach nad tym czy podejść do egzaminu czy nie, było na porządku dziennym i nikt nie miał wątpliwości, że warto. Materiały były już dostępne (INE, IPExpert, Narbik), pracy w sieciach było sporo (Cisco było już dość rozpowszechnione w PL) no i przede wszystkim, poza kilkoma technologiami L2, wszystko inne można było przelabować na dynamipsie, więc nie trzeba było inwestować w drogi sprzęt. Jak to wygląda teraz? Materiałów jest w bród. Nie tylko od oficjalnych firm szkoleniowych, ale też masa blogów, wideo na YT, poradników i książek. Cisco jest niemalże w każdej firmie, więc gdzie się nie ruszymy to zawsze jest szansa popracować z tym producentem. Wciąż mamy dynamipsa, choć niewiele rzeczy wymaganych na egzaminie można już na nim potestować (może jakieś podstawy protokołów). Ale, mamy VIRLa, EVE-NG, itp. Coraz więcej systemów mamy dostępnych jako wirtualne obrazy. Co więcej, sam egzamin jest wirtualny. Przygotowanie się do CCIE (mówimy tu R&S, który wiąż jest najbardziej popularny) jest łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Skąd więc ten dylemat?

Myślę, że problem tkwi głównie w pędzie technologicznym. Materiały nie są problemem. Sprzęt nie jest problemem. Czas na naukę (zazwyczaj) nie jest problemem. Myślę, że nawet finansowo większość jest w stanie to udźwignąć. Pytanie numer jeden, z którym wszyscy walczą, to „czy jak poświęcę dwa lata na naukę, to czy ta wiedza będzie później faktycznie przydatna?”. Za tym idzie drugie pytanie „ile mnie w tym czasie ominie nowości technologicznych i czy nie wypadnę przez to z rynku?”. Zaiste, może to być realny problem. Dziś, wszystko staje się programowalne. Coraz więcej piszemy skryptów, coraz więcej automatyzujemy i coraz więcej pojawia się do tego narzędzi. Systemy stają się „cukierkowe”, zarządzane z intuicyjnego interfejsu. Instalacja odbywa się przez dwa kliknięcia myszką. Czy zatem era inżynierów sieciowych dobiega końca? Nic bardziej mylnego.

Po pierwsze, żeby automatyzować, trzeba rozumieć co się automatyzuje. Po drugie, te „cukierkowe” systemy działają świetnie, do pierwszej poważnej awarii. Po trzecie, klasycznych systemów jest tak niezliczona ilość, że ich migracja, adaptacja i integracja zajmie długie, długie lata. Spójrzmy na to co się dzieje z IPv6. Już dawno adresy się skończyły, a klientów przechodzących na IPv6 jest jak na lekarstwo. Bo jest to proces i za każdą zmianą idą ogromne inwestycje. To rola i zakres pracy inżynierów sieciowych się zmienia, co nie oznacza, że będą oni wypierani przez np. programistów. Teraz właśnie, inżynierowie sieciowi są potrzebni bardziej niż kiedykolwiek. I to Ci, z dużą, dogłębną wiedzą. Więc zastanawianie się czy podchodzić do CCIE, bo zaraz będziemy tylko programowali jest jak zastanawianie się czy kupować mieszkanie, bo przecież za chwilę będziemy mieszkali na na orbicie

Tak, warto było. Nie żałuję ani decyzji ani też żadnej minuty spędzonej na naukę. Nie jest tylko kwestia poznania technologii, ale to cały proces pracy nad sobą, nad rozumieniem potrzeb i wymagań projektowych, nad organizacją czasu (nie każdy pracodawca zainwestuje w CCIE pracownika, pozwalając mu dwa lata nic nie robić, a tylko się uczyć), nad motywacją i własną psychiką. Po zdaniu CCIE człowiek nie jest już tym samym człowiekiem 🙂 A pęd technologiczny nie stanowi tu absolutnie żadnego problemu. Elementy programowania i automatyzacji stają się częścią egzaminu CCIE. Tym samym, zaczynamy poznawać takie narzędzia jak git, jenkins, ansible, python czy docker. Zaczynamy rozumieć cały proces rozwijania aplikacji. Zaczynamy rozumieć programistów i biznes, który to wszystko napędza. Mając głęboką wiedzę na temat infrastruktury, możemy ją w prosty sposób automatyzować, integrując się z innymi działami poprzez wspólne narzędzia. I o to właśnie chodzi. Biznes to wymusza i każdy inżynier (nie, nie dział, bo decyzja o automatyzacji w IT przychodzi z góry), który się nie dostosuje, wypadnie z rynku. I na koniec powtórzę to jeszcze raz, żeby automatyzować, musimy rozumieć to, co automatyzujemy. Im bardziej znamy „naszą” technologię, tym bardziej będziemy wartościowi w całym tym trendzie „programowania wszystkiego”. A nic nie pozwala na poznanie technologii bardziej jak zejście na poziom CCIE. Zatem, do dzieła 🙂

Podziel się z innymi:
Email this to someone
email
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

1 komentarz do wpisu “10 lat CCIE – czy było warto?”

Dodaj komentarz

three × 3 =