A miało być tak pięknie…

Od ostatniego mojego wpisu minął ponad rok. Trochę wstyd, wiem. Słomiany zapał? Brak pomysłów? Nic z tych rzeczy. Lista tematów do omówienia jest obszerna, a sama automatyzacja fascynuje mnie jeszcze bardziej niż przed rokiem. Skąd ten poślizg?

Pracując u integratora nie można narzekać na brak zadań. Z jednej strony bywa to przytłaczające, ale z drugiej świadczy o prosperowaniu firmy (klęska urodzaju?). Ilość projektów, w które udało mi się zaangażować (tudzież zostałem zaangażowany) była pokaźna. Ponieważ nie boję się nowych wyzwań to wskakiwałem w kolejne tematy bez wahania. Do wielu projektów musiałem się jednak mocno przygotować. Wystarczyło poczytać kilka dokumentów i w sumie można jechać. Ale nie… A co jak pojawi się taki problem… A co jak klient zapyta o to… Moja zmora. Mój kryptonit. Wrodzona pedantyczność nie pozwalała mi zatrzymać się na minimalnym, wystarczającym poziomie abstrakcji. Skutkowało to nadmiernym zaangażowaniem, a tym samym poświęceniem kolejnych godzin na naukę.

Jak się okazuje (uff), nie jestem osamotniony w takim podejściu. Wielu inżynierów i architektów, z którymi miałem (i mam) okazję pracować, mają ten sam problem 🙂 Poświęcają wiele czasu – także prywatnego – na szlifowanie swoich umiejętności. No OK, to dlaczego nie bawimy się w automatyzację? Niestety, priorytet biorą tematy bieżące. Te, które przynoszą zyski firmie – niezależnie od tego czy jesteśmy integratorem czy klientem. Na naukę programowania i automatyzacji pozostaje już niewiele czasu (nie mówiąc już o blogowaniu). Pierwsze schody na drodze do automatyzacji sieci…

Mamy za mało czasu na naukę

Kolejny artykuł za rok? Mam nadzieję, że nie… 🙂 Ostatni rok wiele mnie nauczył i pokazał, że nie trzeba zgłębiać tematu na poziomie akademickim, żeby go zrozumieć i stosować na co dzień.

Dodaj komentarz

three × 5 =